Recenzje książek

Wino płynie, kasa leci

Macie już dosyć gadek o szczepach, bukietach, strukturach, mineralności i terroir? Odpocznijcie przy książce winiarskiej traktującej o… handlu i ekonomii!

Jej autorem jest prof. Marek Rekowski, kierownik Katedry Mikroekonomii Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, ekspert od (m.in.) przedsiębiorczości, a także koniunktury i prognozowania gospodarczego.

Bogaty kupi nowe auto, a nie mnóstwo wina?

Światowe rynki wina opowiadają o tym, jak się handlowało i handluje winem, jakie są trendy, jak poszczególne regiony, czy kraje zaskarbiają sobie sympatię klientów, jak rozkładają się koszty utrzymania winnicy, a wreszcie – dlaczego kupujemy wino, bo to wcale nie takie proste. Celowo napisałem, że książka o tym wszystkim „opowiada” – nie jest to bowiem drętwe naukowe dzieło (choć, owszem, wykresów, tabel i diagramów tu sporo), ale pasjonująca historia. Która, co więcej, często każe nam spojrzeć na wino (i w ogóle na świat) świeżym okiem.

Na przykład: czy to dobrze, że ludzie zarabiają coraz to więcej pieniędzy? Jaaasne! Kto by nie chciał? A Rekowski odpowiada: zależy, dla kogo dobrze. I wykłada, że ogólnoeuropejski problem z nadprodukcją wina, którego skutkiem jest karczowanie winnic i przeznaczanie nadwyżek do destylacji albo na ocet, wziął się głównie z bogacenia się zachodnich społeczeństw: „Generalną prawidłowością jest, iż w miarę zwiększania się dochodu konsumenta udział produktów żywnościowych w jego koszyku konsumpcyjnym spada, rośnie natomiast udział produktów przemysłowych i usług”. Czyli bogaty kupi sobie nowe auto, kino domowe lub egzotyczne wakacje, nie zaś mnóstwo wina. A jeśli kupi, będzie to trunek porządny – drastyczny spadek konsumpcji wina stołowego to drugi powód „winnej klęski urodzaju” w Europie.

Wina Nowego Świata walczą na rynku jakością, nie apelacyjnymi etykietami

Druga rzecz, wydawałoby się, oczywista, zwłaszcza dla nas, winomanów. Apelacja: to dobrze, czy źle? Wiadomo: świetnie! Przepisy apelacyjne stoją na straży tradycyjnych metod produkcji oraz jakości i chronią terroir, czyli historyczne dziedzictwo. Rekowski znów mówi: zgoda, ale w świecie ekonomii to nie takie proste. Jednym z głównych ograniczeń każdego systemu apelacyjnego jest np. dozwolona wydajność z hektara – wiadomo, generalnie im mniejsza, tym wino lepsze, bardziej skoncentrowane, bogatsze w aromaty itd. Ale: „Wydajność z hektara ma istotne znaczenie dla rentowności winnicy”. Z tabeli na str. 74 dowiadujemy się, że koszt wytworzenia 1 kg winogron (w uprawie szpalerowej) to 0,38 € przy wydajności 9 t/ha, ale już 0,61 € przy 5,85 t/ha. „Utrzymywanie norm jest pracochłonne i kosztowne. W celu zachowania wydajności zgodnej z normą winiarze muszą stosować wiele kosztownych zabiegów – odpowiednio formować krzewy, przycinać je w zimie i w lecie, a także wykonywać wiele innych prac.” Tak więc apelacja (a zwłaszcza niespodziewane zaostrzenie przepisów) może sprawić, że winnica nagle znajdzie się „pod kreską” i zacznie mieć problemy lub nawet upadnie. Autor dowodzi, że jedną z głównych przyczyn sukcesu Nowego Świata jest to, że: „W USA, Australii czy Południowej Afryce nie ma ograniczeń wydajności z hektara. Winiarze sami regulują wydajności w swoich winnicach”, a trunki walczą na rynku jakością (fakt – umiejętnie wspieraną przez marketing), nie zaś za pomocą apelacyjnych etykietek. To m.in. sprawiło, że Nowy Świat nie idzie, a pędzi do przodu: „Powierzchnia winnic sukcesywnie wzrasta. Największy, prawie trzykrotny, wzrost powierzchni upraw winorośli nastąpił w Australii, z 60 000 hektarów w 1990 roku do 170 000 w roku 2010. Także w USA i w Chile areał winnic powiększył się w tym czasie o 90 000 i 80 000 hektarów odpowiednio. W okresie 2000-2010 eksport wina z Chile zwiększył się prawie trzykrotnie, z Australii i Afryki Południowej dwuipółkrotnie, a z Argentyny ponad trzykrotnie”.

Kupujemy wino bo kochamy prestiż?

A dlaczego w ogóle kupujemy dane wino? Bo nam smakuje? No… czasami. Ale też np. dlatego, że kochamy prestiż. Rekowski przywołuje anegdotę o tym, jak „Ernest Gallo, założyciel największej dzisiaj na świecie kalifornijskiej firmy winiarskiej, w początkowym okresie działalności sprzedawał wino w Nowym Jorku. Zaoferował kupującemu dwa kieliszki tego samego wina czerwonego. Kupiec spróbował wino i zapytał o ceny. Ernest Gallo powiedział, że cena pierwszego próbowanego wina wynosi 5 centów za butelkę, a drugiego 10 centów. Kupiec odpowiedział, że chce wino po 10 centów. Kupiec wiązał wyższą cenę z wyższą jakością wina, choć w rzeczywistości wino było to samo”. Czyli już wiadomo, dlaczego często wydajemy w sklepie np. 70, czy 80 zł, choć porównywalnej klasy wino moglibyśmy mieć za złotych 40.

O cenie szampana decyduje głównie nazwa szampana

Inne rewelacje. Zbadano np. czynniki wpływające na cenę win z Bordeaux i Burgundii. Poproszono ekspertów o zdegustowanie w ciemno 774 bordeaux z roczników 1992 i 2000 oraz 517 burgundów z rocznika 2000, a następnie szukano korelacji pomiędzy wskazanymi przez fachowców cechami wina i przyznanymi przez nich ocenami (0-20 pkt), a jego ceną na rynku. Cech było kilkanaście, m.in. intensywność i finezja zapachowa, kompleksowość, nadmierna kwasowość, gładkość, dobra koncentracja, harmonia, łagodność tanin. Okazało się, że: „jedynie nadmierna kwasowość i [zbyt wodnista] konsystencja wina, były istotne”, ale ich wpływ na cenę był niewielki. Najbardziej liczyły się rocznik (powszechnie uważany za „zły”, albo „dobry” oraz pozycja danej winnicy na drabinie apelacyjnej.

Z kolei: „W badaniach wina z Szampanii stwierdzono, iż ani cechy sensoryczne, ani oceny znawców nie mają wielkiego znaczenia dla cen szampana. O cenie szampana decyduje głównie nazwa producenta i nazwa szampana”.

A, no i oczywiście zdrowie! Pewnie będziecie się z tego podśmiewać (jako i ja czynię), ale to fakt: „Do wzrostu konsumpcji wina czerwonego w USA częściowo przyczynił się program „60 minut” telewizji CBS, nadany w 1991 roku. Jego tematem był tzw. francuski paradoks, tłumaczący korzystny wpływ czerwonego wina na zdrowie człowieka”.

I co wy na to wszystko powiecie? Czy ktoś jeszcze twierdzi, że ekonomia jest nudna?

Marek Rekowski, Światowe rynki wina, Wydawnictwo Akademia, Poznań 2013, s. 301

Wybraliśmy dla Ciebie:

Bądź pierwszy! Napisz swój komentarz...

Napisz komentarz