Wino i nie tylko

Wielka flacha dla Goliata

Piliście kiedyś szampana z butelki o pojemności 27 litrów? Ja nie. Ale takie flaszki istnieją. Przeważnie są nazywane imionami biblijnych postaci, np. Matuzalem, Salomon, Baltazar itd. Skąd Biblia w Szampanii? Przeprowadziłem małe śledztwo…

Zacznijmy, drogi Watsonie, od początku – a więc od tego, skąd w ogóle wzięła się pojemność standardowej butelki na wino, czyli 750 ml. Teorii jest kilka. Jedna z nich głosi, że 750 ml to typowa pojemność płuc zawodowego dmuchacza szkła (chodzi o tzw. objętość oddechową, czyli objętość powietrza wydychanego po normalnym, niepogłębionym wdechu – u „normalnego” człowieka, nie pracującego płucami wynosi około 500 ml). Kolejna koncepcja mówi, że 750 ml to porcja wina, którą w dawnych czasach (powiedzmy w XVIII, czy jeszcze nawet XIX w.) zdrowy, dorosły facet wypijał na raz do posiłku. Dzisiaj to trochę dziwi, pamiętajmy jednak, że w owych dawnych czasach wina były znacznie słabsze niż obecnie (10-11%), poza tym ludzie byli bardziej aktywni fizycznie, więc ich organizmy szybciej ten alkohol spalały. Jeszcze inna hipoteza zakłada, że butelka o pojemności 750 ml to wynik podziału typowej beczki na wino o pojemności 225 l – chodziło o to, żeby rozdzielić jej zawartość jak najwygodniej – „bez reszty”. A dlaczego były takie właśnie beczki? – zapyta jakieś upiorne dziecko. Bo takie rosły dęby, kochany Jasiu; bo beczki takich rozmiarów najwygodniej było przetaczać, przewozić, składować, etc. Oczywiście przed epoką standaryzacji pojemności poszczególnych flaszek nie były jednakowe (wahały się mniej więcej od 600 do 800 ml), a owe 750 ml powszechnie przyjęto za normę dopiero w latach 1970.

Moda na duże butelki powstała wcale nie w Szampanii, a w Bordeaux, na początku XVIII w. Rzeczy „większe niż zwykle” od zawsze były uważane za wyjątkowe, rzadkie, drogocenne, przeznaczone na wyjątkowe okazje. Bordoscy kupcy szybko zauważyli, że bogaci ludzie mają do takich gadżetów upodobanie i są skłonni słono za nie zapłacić. Stworzono zatem butelkę magnum (łac. wielki) o podwójnej objętości, a potem o poczwórnej (3 l) – i tę nazwano biblijnie – Jeroboam. Dlaczego?

W 1 Księdze Królewskiej (11,26) czytamy, że Jeroboam był sługą króla Salomona i „człowiekiem uzdolnionym”. Słynny król odkrył jego talenty podczas budowy jerozolimskiego milla (rodzaj nasypu umocnionego kamieniami, na którym wznoszono budowle, np. mury obronne) i „zobaczywszy, że młodzieniec był sprawnym pracownikiem, mianował go dozorcą wszystkich robotników rodu Józefa”. Jeroboam parł do przodu niczym Dyzma i wkrótce otrzymał kolejną propozycję pracy – tym razem od samego Jahwe. Ów wkurzył się na Salomona za to, że oddawał cześć obcym bogom i zaoferował Jeroboamowi posadę króla Izraela, co prawda z umową na czas określony (10 pokoleń), lecz za to od zaraz i z pensją – można się domyślić – nie byle jaką. Chłopak skorzystał z okazji, choć nie potrafił docenić tego, co dostał – wkrótce sam popadł w grzech bałwochwalstwa, za co Bóg „zgładził go z powierzchni ziemi”.

Jeroboam (w dziejopisarstwie jako Jeroboam I) jest postacią autentyczną – był pierwszym królem Państwa Północnego po rozłamie Izraela w 930/931 r. p.n.e. Historycy oceniają go dość jednoznacznie – kraj pod jego rządami był pełen chaosu – niemniej w Biblii Jeroboam ma trzy twarze: wybrańca Boga, grzesznika-bałwochwalcy oraz „zdolnego człowieka”, symbolizującego wielką wartość. Właśnie ta trzecia twarz zainspirowała bordoskich kupców do nazwania nowej butelki o poczwórnej objętości oraz zapewne – więcej niż poczwórnej cenie. Było to w roku 1725.

Szampania zaadaptowała pomysł i poszła za ciosem – wielkich butelek o biblijnych nazwach jest dzisiaj dziewięć, z których największa to Melchizedek (40-krotność standardowej, 30 l). Rzecz jasna, usuwanie osadu po drugiej fermentacji z tak ogromnych naczyń byłoby wyzwaniem technicznym na miarę budowy piramid. Magnum jest więc największą butelką, która przechodzi cały tradycyjny cykl produkcji, do pozostałych przetacza się już gotowego szampana ze zwykłych flaszek.

Tytułowy Goliat ma litrów 27 (36 butelek) – i bardzo wam życzę, abyście – gładko niczym Dawid – pokonali go w wesołej kompanii w sylwestrowy wieczór. Ma się rozumieć (to drugie życzenie) nie będzie to flaszka kupiona przez was, a przyniesiona (czy raczej przytaszczona) przez zamożnego przyjaciela. Albo kupiona, lecz po wygranej w lotto. Wszystkiego dobrego w nowym roku!

Wybraliśmy dla Ciebie:

Bądź pierwszy! Napisz swój komentarz...

Napisz komentarz