Recenzje książek

Trzech panów w podróży (nie licząc wina)

Podróże z kwasem, garbnikiem i słodyczą to książka z pozoru taka sama jak wiele innych: paru kumpli opisuje wspólne wojaże oraz jedzenie i trunki w tle. A jednak, choć tego na pierwszy rzut oka nie widać, jest to też książka w polskim winopisarstwie rewolucyjna.

Autorzy – Tomasz Kaźmierowski, Maciej Mizerka i Artur Paszczak – nie są zawodowymi podróżnikami. Jeżdżą w czasie wolnym od innych, bardziej koniecznych zajęć i ten luz widać w książce. Trasy są nieźle pokręcone, akcja przenosi się błyskawicznie z kraju do kraju, a wszędzie pełno dygresji na najrozmaitsze tematy. „Prowadzimy chwilami jak po sznurku ulicami Rzymu i mostami Florencji – pisze we wstępie Tomasz Kaźmierowski – by jednocześnie gubić się w Alpach, górach Sardynii i Omanu, pustyniach Izraela i łąkach Cotswolds. Choćbyśmy jednak nie wiem jak daleko i nieodpowiedzialnie odbiegali od tematu, czy to w historię, czy w niebezpieczne egzystencjalne rozważania, czy wreszcie w najtrywialniejsze podróżnicze didaskalia, to garbniki & spółka nas nie opuszczają.”

Globtroterzy odwiedzają m.in. Izrael, Niemcy, Anglię, Rosję, Szwajcarię, Norwegię, Włochy, Węgry. Każdy rozdział jest innego autorstwa – dzięki inicjałom w spisie treści wiemy czyjego. Całość łączy zamiłowanie twórców do sztuki, historii, obyczajowości oraz jedzenia i wina; są też scenki typu „przygody ekstremalne”. Tematy przeplatają się zgrabnie ze sobą, a co więcej – wszystkie traktowane są równie serio: nie odnosimy wrażenia, że kulinaria i trunki są tylko „na doczepkę”.

Opowiadając o Izraelu, Tomasz Kaźmierowski wspomina „Hai Bar Nature Reserve, nieduży rezerwat zwierząt z okresu biblijnego, zorganizowany w formule safari” [koło kibucu Yotvata, w południowej części pustyni Negew – przyp. ŁK] i snuje rozważania o walkach Edomitów z Izraelitami o panowanie nad szlakiem mirry i kadzidła. Mamy tu też mrożącą krew w żyłach historyjkę o spotkaniu ze strzępielem podczas nurkowania w Morzu Czerwonym (bestia spoczywała na siedzeniu willysa we wraku SS Thistlegorm) oraz wykład na temat chałwy. Dowiadujemy się, że w różnych miejscach robią ją nie tylko z sezamu, ale i – niemal dosłownie – ze wszystkiego: „używa się też mąki lub kaszy z pszenicy (semolina), miazgi orzechowej, soczewicy, fasoli, kukurydzy, na Ukrainie i w południowej Rosji stosują słonecznik, a w Indiach czasem nawet marchew, dynię czy ryż.”

Do chałwy autor poleca lżejsze (nie sześcioputtonowe) tokaje aszú. A gdybyśmy, podążając jego śladem, zgłodnieli na pustyni Negew – rybną restaurację Last Refuge w Ejlacie. Można tam zjeść smażoną barwenę, grillowanego okonia morskiego oraz – rarytas – rzeczonego strzępiela: „Smakuje dość podobnie do innych morskich okoniokształtnych, lecz jasne, delikatne mięso tej dużej ryby ma zdecydowanie bardziej zwięzłą konsystencję i zawiera dużo więcej tłuszczu, dzięki czemu jest tak wyjątkowe (i jeszcze zdrowsze!)”. Kaźmierowski spłukuje strzępiela Sauvignon Blanc 2008 z Galil Mountain (Golan Heights Winery) i narzeka, że dobrych białych win izraelskich w Last Refuge niewiele. Cóż, taki los.

Inne rozdziały skonstruowane są podobnie. W Cotswolds Bitter (też Kaźmierowski) znajdziemy np. przypuszczenie, że słowo „rogacz” – określenie zdradzonego małżonka – powstało we wczesnym średniowieczu: „Są relacje, jakoby feudalny zwierzchnik otrzymywał prawo do spędzenia nocy poślubnej z żoną poddanego w zamian za zgodę na upolowanie jelenia w jego lesie”. Są tu też rozważania, co pić do miejscowej wołowiny hereford – może mniej pełne bordeaux, może północ Rodanu, a może czerwony Eger – choćby od Józsefa Simona?

Artur Paszczak zabawnie pisze o swojej winnej edukacji, m.in. w kwestii win węgierskich. W rozdziale Egészségére! opisuje, jak swoją ignorancją wkurzył ówczesnego attaché kulturalnego ambasady Węgier Imrego Molnára – osiągnięcie nie lada, zważywszy na to, że łagodność tego człowieka jest równie wielka, jak jego broda. Przy okazji autor – nawiązując do wieloletniej węgiersko-polskiej przyjaźni – przypomina, że nie byłoby osławionego Cudu nad Wisłą, gdyby bracia Węgrzy nie przysłali nam kilkudziesięciu milionów sztuk amunicji.

Maciej Mizerka to w Podróżach… specjalista od Włoch. Radzi, gdzie w Rzymie wypić najlepsze espresso (bar na Piazza di Sant’Eustachio, niedaleko Panteonu), nabija się ze snobistycznej florenckiej restauracji Enoteca Pinchiorri (gdy chciał się tam dostać, wypytywano go o różne dziwne rzeczy, np. w jakim hotelu się zatrzymał) i poleca (również florencką) Trattoria dei 13 Gobbi, gdzie już przy drugiej wizycie kelner nie pytał o stopień wysmażenia steku – po prostu to zapamiętał.

Mizerka jest chyba najbardziej ze wszystkich autorów kulinarno-winny, nie znaczy to jednak, że stroni od historyczno-kulturowych ciekawostek. O rzymskim Piazza di Pasquino pisze np. że jego nazwa „pochodzi od pewnego Pasquina, krawca czy też golibrody, mającego wtyczki w papieskim otoczeniu, dzięki którym znał kulisy niektórych wydarzeń i, ku zabawie tłumu, komentował je zgryźliwie i ironicznie, umieszczając swoje myśli na pomniku [stojącym koło jego domu hellenistycznym posągu Patroklosa – przyp. ŁK]. Do dziś Rzymianie przyczepiają do cokołu karteczki z komentarzami bieżących wydarzeń, głównie politycznych. Gadających pomników w Rzymie jest więcej, jednak ten ma dodatkowe dla nas znaczenie, gdyż jego nazwa szybko do Polski dotarła w brzmieniu łacińskim (pasquillus) i zrodziła »paszkwil« funkcjonujący już w okresie Zygmunta Augusta, a rozkwitły w pełni dwa wieki później.”

I tak to, mili państwo, niespiesznie sączy się opowieść naszych trzech dżentelmenów. W czym ta rewolucja? Ano w tym, że wino opisywane jest tutaj jako rzecz zupełnie naturalna, towarzysząca kulturalnemu człowiekowi na co dzień, niemal jak chleb. Owszem, z należną mu atencją, czasem nawet z zachwytem, jednak bez niezdrowej egzaltacji, bez fanatyzmu i bzdurnych rozważań nt. „wyższości kultury boskiego trunku”. Nb. sam język także jest powściągliwy, elegancki i pozbawiony pretensjonalnych metafor. Normalniejemy?

PS W książce jest kilkanaście przepisów na potrawy, głównie włoskiej proweniencji – do każdej dopasowano wina. Wypróbowałem jedną z receptur – na tagliatelle z cukinią, grzybami i pomidorem – i potwierdzam kucharskie zdolności autorów.

Tomasz Kaźmierowski, Maciej Mizerka, Artur Paszczak, Podróże z kwasem, garbnikiem i słodyczą, Zysk i S-ka, Poznań 2016, s. 304  

Wybraliśmy dla Ciebie:

Bądź pierwszy! Napisz swój komentarz...

Napisz komentarz