Recenzje książek

Portwein wyższego sortu

O PRL-u lubimy dziś myśleć jako o czasie, w którym Polska była pustynią bez żadnych oznak cywilizacji. To prawda, ale tylko częściowa. W rzeczywistości za Polski Ludowej było nawet… wino!

I to było do tego stopnia, że napisano o nim książkę. W 1965 r. (czyli za panowania Władysława Gomułki) Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego wydało pracę Mariana Toczyskiego Wino. Poradnik sprzedawcy i konsumenta, przeznaczoną głównie dla kelnerów i ekspedientów stoisk winiarskich w sklepach spożywczych. Doniosłą rolę tych drugich autor określa we wstępie tak: „Sprzedawca win, poza ogólnymi wiadomościami o winiarstwie, powinien umieć scharakteryzować każde sprzedawane wino. Powinien znać wszystkie gatunki win, ich cechy organoleptyczne, przydatność do poszczególnych potraw, właściwości oraz zasady podawania i spożywania, gdyż wtedy będzie mógł udzielić klientowi rzetelnej informacji i pomóc mu w wyborze wina, które najlepiej zaspokoi jego potrzeby.” Brzmi sensownie i bardzo współcześnie, prawda?

Tak będzie już w całej książce. Szczerze mówiąc, przeczytałem ją, spodziewając się ideologicznych smaczków z epoki, np. bajek o wiodącej roli ZSRR w światowym winiarstwie. Ale nic z tego. Dzieło jest bardzo profesjonalne i bez krzty polityki. Mamy tu za to ciekawy obraz ówczesnego, nie tylko polskiego, winiarskiego rynku.

Jak zawsze interesująca są statystyki. Dowiadujemy się np. że w 1962 r. najwięcej wina na świecie produkowała Francja, na drugim miejscu były Włochy, potem Hiszpania, Argentyna, Portugalia i Algieria(!). Dzisiejsza potęga – Australia – dopiero na 18. miejscu, modna Nowa Zelandia – na 33. Obecnie liderem są Włochy, a za nimi kolejno: Francja, Hiszpania, USA, Argentyna, Chile i Australia. Nowa Zelandia zajęła pozycję Australii – plasuje się na miejscu 18.

Szokujące są zmiany w wielkości rocznego spożycia wina per capita. W 1964 r. Francuzi – liderzy rynku – wypijali 131,5 l/na 1 mieszkańca. Przodujący dzisiaj Watykan konsumuje ledwie 70 l, Francja zaś marniutkie 45 l – młodzi ludzie masowo zwracają się w kierunku piwa, koktajli, czy whisky. 

Z Poradnika dowiadujemy się też np. jak w byłej Jugosławii produkcja wina rozkładała się na poszczególne republiki – dziś niepodległe państwa. Serbia wytwarzała 49,7%, Chorwacja – 35%, Słowenia – 8,8%, Macedonia – 4,4%, Bośnia i Hercegowina – 1,8%, Czarnogóra – 0,3%.

Jako że Krym został zagarnięty przez Rosję, znów aktualny, śmieszny (i smutny zarazem) jest fragment o Związku Radzieckim: „Wyjątkowo korzystne warunki glebowe i klimatyczne mają winnice na południowych brzegach Półwyspu Krymskiego, gdzie produkowane są najlepsze gatunki win wszystkich typów.”

Już zupełnie zabawne są nazwy niektórych radzieckich trunków, przypominające te z klasycznych rosyjskich powieści pijackich, jak Moskwa-Pietuszki Jerofiejewa, czy Maksym i Fiodor Szynkariowa: Anaga nr 16, Portwein Biełyj Chirsa nr 15, Portwein Biełyj 777, czy – wpisujący się z kolei świetnie w obecny polski klimat polityczny – Portwein Biełyj Wyższyj Sort.

Toczyski, wymieniając dostępne w handlu wina, pisze, z jakich szczepów były zrobione. Wśród nich trafiają się takie, które dziś w Polsce zna tylko wąski krąg koneserów, np. węgierskie kéknyelű (uprawiane głównie w Badacsony) czy ezerjó (region Mór, jakieś 70 km na zachód od Budapesztu), rumuńskie fetească i băbească, czy gruziński rkaciteli – o dziwo wspomniany jako surowiec do produkcji jednego z win bułgarskich.

Notoryczne są przypadki podrabiania w krajach RWPG klasycznych win słodkich, hiszpańskich, portugalskich, czy włoskich. Sherry, madera, marsala powstają gdzie się komu podoba, a w ZSRR techniki kopiowania są wcale wyrafinowane: „Wino stołowe Cheres jest to wino otrzymane przez zastosowanie dodatkowo specjalnego zabiegu polegającego na przetrzymaniu wina pod powłoką drożdżową”.

To zresztą nie jedyne świadectwo tego, że na wschodzie musiała być jakaś cywilizacja. Sowieckie prawo mówiło np. że: „Wina gronowe markowe są to wina wysokogatunkowe, produkowane z określonych odmian winogron, o charakterystycznej i stałej jakości, ustalonej dla określonego rejonu oraz leżakowane (wystałe) od 2 do 6 lat. Wina markowe wystałe co najmniej 6 lat, w tej liczbie co najmniej 3 lata w butelkach, nazywane są kolekcyjnymi.” To lepiej niż rioja gran reserva!

O winach z krajów kapitalistycznych Toczyski również pisze i to całkiem obszernie, jednak nie dowiadujemy się o nich niczego, czego byśmy i dziś nie wiedzieli. Może poza jednym wyjątkiem: autor wspomina białe chianti, które robiono do czasu ustanowienia przepisów apelacyjnych w 1967 r. Nb. to nawiązanie do starodawnej tradycji – pierwsze opisywane w dokumentach chianti (koniec XIV w.) były białe.

Zaskakują za to niektóre akapity poświęcone Polsce. Dowiadujemy się choćby, że: „Wina gronowe pochodzenia zagranicznego są importowane luzem w beczkach lub cysternach kolejowych względnie samochodowych i po przeprowadzonych w miarę potrzeby zabiegach pielęgnacyjnych, nie zmieniających ich charakteru, butelkowane są w kraju. Import win w oryginalnym opakowaniu, to jest butelkowanych przez dostawcę zagranicznego, jest stosunkowo niewielki.”

Oraz że: „Produkcję win gronowych deserowych z win importowanych prowadzą Centralne Piwnice Win Importowanych. Produkcja tych win polega na kupażu (mieszaniu) win białych lub czerwonych, dosładzaniu cukrem (sacharozą) lub koncentratem gronowym oraz wzmocnieniu spirytusem rektyfikowanym.” Efektem były m.in. trunki o takich nazwach jak Aleatico, Axente Sever, Lacrima, czy Blancaflor – wszystkie mocne (15,5-16% alkoholu). Z zaskoczeniem przeczytałem, że w PRL-u, przed dekadą l. 1980. (a więc przed pionierskimi eksperymentami Romana Myśliwca) jednak istniały w Polsce jakieś winnice – Toczyski pisze o (w sumie) 100 ha w Warce i Zielonej Górze. Z pochodzących z nich winogron powstawały trunki o bezpretensjonalnej nazwie Wino Gronowe Krajowe Białe (w pięciu wersjach, od wytrawnej do bardzo słodkiej) oraz wermuty, m.in. Korona, Laur Lubuski, Vratislavia i Orion; ten ostatni produkowały znane dziś z soków owocowych zakłady w Tymbarku. Czy w tym przypadku nie macie państwo ochoty, wraz ze mną, zakrzyknąć zgodnym chórem „komuno wróć!”?

Marian Toczyski, Wino. Poradnik sprzedawcy i konsumenta, Wydawnictwo Przemysłu Lekkiego i Spożywczego, Warszawa 1965, s. 202

Wybraliśmy dla Ciebie:

Bądź pierwszy! Napisz swój komentarz...

Napisz komentarz