Wino i nie tylko

Dodaj do słownika, czyli jak nauczyłem Worda pić wino

To będzie artykuł zupełnie niepoważny. Ale z całkiem poważną puentą: to nie my nie nadążamy za technologią – to technologia za nami nie nadąża.

Od lat zarabiam na chleb (i wino) nie tylko pisząc, ale i redagując teksty o kulinariach i alkoholach (w tym winie) dla rozmaitych czasopism i wydawnictw. Oznacza to, że miesięcznie przepuszczam przez ekran swojego laptopa około pół miliona znaków, wśród których jest mrowie nazw winnic, regionów, specjalistycznych terminów itd. Do pracy używam standardowej wersji programu Microsoft Word.

Word – wiadomo – podkreśla wszystko, czego nie rozumie, czyli np. francuskie, włoskie, czy hiszpańskie nazwy win, apelacji, regionów etc. W związku z tym często, poprawiając tekst o winie, mam przed oczyma mozaikę czerwonych i zielonych wężyków, powodujących oczopląs i sprawiających, że trudno się skupić. Ale to jeszcze pół biedy. W pewnym momencie zorientowałem, się, że w artykułach występują tzw. „literówki znaczące”, czyli takie, które tworzą nowe, poprawnie napisane wyrazy, zmieniając zarazem sens słowa czy zdania (np. „kretki” zamiast „kredki”, „klapka na duchy” zamiast „klapka na muchy”, „przeszkolony pawilon” zamiast „przeszklony” itd.). – Dziwne – pomyślałem. – Przecież to wszystko piszą zawodowcy, więc nie jest możliwe, żeby nie odróżniali „przesiarkowania” od „przemiarkowania”; mało również prawdopodobne, by zrobić taki błąd niechcący, ponieważ na klawiaturze „s” jest daleko od „m”. Zacząłem już popadać w paranoję i podejrzewać, że redakcyjni koledzy robią mi sztubackie dowcipy, albo że celowo wypisują głupoty, by potem sprawdzić, czy je wyłapałem, a jeśli nie – donieść Szefowi, który wyrzuci mnie na bruczek.

Rozwiązanie było prostsze niż myślałem: złośliwą inteligencją skrytą za rzędami liter okazał się Word i jego funkcja autokorekty, zamieniająca to, co autor napisał (a czego program nie kuma) na to, co wg programu – jak to się mówiło w podstawówce – „autor chciał przez to powiedzieć”. Spójrzmy, co ta złośliwa bestia wyprawia.

Przede wszystkim, dla Worda nie istnieje ktoś taki jak winoman – zmienia to na „kinoman” (dobrze, że przynajmniej nie „mitoman”). Nie istnieje również winogrodnictwo, a tylko „win ogrodnictwo”, czyli – w wolnej interpretacji – „uprawa złych postępków”. Przesiarkowanie to wspomniane już „przemiarkowanie” – notowany przez SJP Doroszewskiego (choć już nie przez najnowsze słowniki) regionalizm: „przemiarkować” = „wykombinować, zorientować się, zmiarkować”. Sherry oloroso to dla Worda „doloroso” (termin muzyczny oznaczający, że należy dany utwór wykonywać boleśnie, żałośnie) – czyli po prostu smutna sherry, doskonała np. na stypę. Winiarz loarski to „Larski” – a dokładnie prof. Zdzisław Bogumił Larski (1919-2015), polski immunolog i wirusolog (czy lubił wino nie wiemy, ale najprawdopodobniej tak, skoro żył aż 96 lat). Jeszcze trochę o szczepach. Syrah to „Sarah” (zapewne Connor z Terminatora); malbec – „malec”; malvasia nera – „malvasia near” (pewnie szczególnie bliski komuś anglojęzycznemu); nerello cappuccio – „nerello cappuccino” (o smaku i aromacie tej kawy?); kekmedoc podmieniony nie został, ale jeśli napisać o miejscu jego pochodzenia, okazuje się, że jest nie „egerski” (czyli z węgierskiego Egeru), a „egejski” – czyli związany albo z Morzem Egejskim, albo z kulturą egejską – czyli tą, którą stworzyły w II i III w. p.n.e. cywilizacje z basenu ww. morza.

Co ja z tym wszystkim robię? Ano, pracowicie zaznaczam poprzerabiane wyrazy i klikam zakładkę „dodaj do słownika”. Mój Word umie już więc pić wino i nie przeszkadza mi w moim własnym winopisaniu. Niewiele to jednak pomogło w pracy redakcyjnej: dostaję teksty od kilkunastu autorów, którzy swych Wordów nie uczą. W związku z tym nadal pełno w nich kinomanów, przemiarkowanych pinot grigio oraz smutnego sherry doloroso. Jedyne, co mogę robić, to rozsyłać plik z własnym słownikiem jako dar dla ludzkości (ale odbiorcy musieliby dostawać nową wersję średnio raz na trzy dni – szybko by mnie znienawidzili). No i mogę jeszcze zaapelować do firmy Microsoft, aby dodała do Wordowego słownika garść najpopularniejszych winiarskich terminów w języku naszym ojczystym.

Co czynię niniejszym, ufając, że tam też piją wino i też lubią o nim czytać.

 

Wybraliśmy dla Ciebie:

Bądź pierwszy! Napisz swój komentarz...

Napisz komentarz